Historia polskich lamp LRJ

Historia polskich lamp LRJ

Postprzez amisiek » 6 lipca 2011, 15:45

Witajcie,
udało się nam dotrzeć do człowieka, który pracował w słynnym COBR. Oto jego historia (część pierwsza, będzie ich więcej nieco później). Jestem w trakcie umawiania szczegółów rozmowy i postaram się spotkać z tym Panem.

COBR?
Początkowo był to instytut, który później stał się ośrodkiem badawczo rozwojowym. Funkcjonował w warszawskim zakładzie im. Róży Luksemburg, gdy wszystkie podobne zakłady stały się COBRami, OBR ten także stał się "centralny". Po rozpadzie i wykupieniu "Róży Luksemburg", przeniesiono go na ul. Pożaryskiego. Obecnie budynki Róży można obejrzeć w galerii opuszczone.com... Wydzieloną, pozostałą część COBR stanowi firma, która do dziś produkuje w krótkich seriach lampy rtęciowe LRJP do celów poligraficznych, jako emitery UV i inne.
Zakład COBR został zlikwidowany:
Nazwa zlikwidowanego zakładu pracy: Zakład Urządzeń Oświetleniowych COBR "POLAM" ( w tym Pracownia Małoseryjna)


Historia twórcy polskich lamp metalohalogenkowych
W COBR POLAM zatrudniłem się już w 1973 r, będąc jeszcze studentem Wydziału Elektrycznego ze specjalizacją Technika Świetlna. Do pracy dyplomowej potrzebna mi była długołukowa lampa ksenonowa LXP 1500 W, niedostępna w tamtym okresie. Musiałem zatem skorzystać z propozycji nie do odrzucenia - potrzebujesz lampy, to zrób ją sobie sam. I tak to zaczęło.
Po studiach wpuszczono mnie od razu na głęboką wodę. Zacząłem pierwsze w Polsce prace nad lampami halogenkowymi z jodkami ziem rzadkich. Najpierw były to lampy z dysprozem, talem i sodem, potem wzbogacano je o dodatkowe jodki holmu i tulu. Lampa LRJD 400W była moim "dzieckiem". W następnej kolejności rozszerzano typoszereg o lampy dużej mocy, w tym stadionowe 3500W a także o trudniejsze technologicznie lampy o mocach 250W i 150W. Wiele z nich było produkowanych w skali doświadczalnej w COBR.


Inne prace
W tzw. międzyczasie pracowałem nad wieloma ciekawymi projektami jak np. lampami ze związkami kompleksowymi czy też lampami halogenkowymi z jarznikami ceramicznymi. Brak środków na materiały o dużej czystości oraz na niezbędne urządzenia technologiczne zapewniające tzw. czystą próżnię wolną od par olejów i pary wodnej uniemożliwiał dojście do poziomu światowego. A potem przyszły już lata dziewięćdziesiąte i szybki upadek polskiego przemysłu oświetleniowego. Na początku roku 2001 zlikwidowano ostatecznie COBR POLAM. [..]


Skąd taki typoszereg mocy?
Moc lampy wyładowczej reguluje przede wszystkim statecznik. Z tego powodu pierwsze lampy halogenkowe do celów oświetleniowych musiały korzystać z dławików rtęciówkowych i to one właśnie decydowały o typoszeregu. Powstały więc lampy o mocach 125W, 250W, 400W, 700W, 1000W i 2000W. Dodatkowo opracowane były lampy o mocy 150W i 3500W stabilizowane statecznikami dedykowanymi już tylko dla nich . Były to głównie lampy jednostronnie trzonkowane z trzonkami E40 (150W miała trzonek E27) i z różnymi wersjami baniek zewnętrznych, ale były też tzw. dwustronnie trzonkowane do zastosowań specjalnych np. do zapłonu "na gorąco" w oprawach stadionowych lub do zastosowań poligraficznych.

LRJR i inne lampy
Lampa LRJR to lampa halogenkowa 400W do celów oświetleniowych w bańce tzw. grzybkowej z wewnętrznym odbłyśnikiem tytanowym. W takiej wersji konstrukcyjnej produkowano już wcześniej lampy rtęciowe LRR (w bańce przezroczystej) oraz LRFR (w bańce z luminoforem korygującym oddawanie barw). W bańce grzybkowej, ale z odbłyśnikiem lustrzanym aluminiowym produkowano lampę halogenkową 400W do doświetlania roślin (bez dodatku jodku talu, który emituje głownie w paśmie zielonym odbijanym przez liście, stąd najmniej przydatnym do fotosyntezy).

Czy to jest takie trudne?
Wytwarzanie lamp wyładowczych metalohalogenkowych wiąże się z koniecznością zachowania bardzo wysokiej czystości. Od początku z tym był problem, chociaż wiemy jak to zrobić, nie zawsze można było uzyskać wymaganą czystość, która obejmuje także brak pary wodnej czy wodoru. Zawartość pary wodnej liczy się w ppm, gdyby dostała się do jarznika, zacznie reagować z jodem z jodków metali tworząc kompleksowe związki, które nie będą odparowywać. Zatem do wytworzenia dobrej jakości lampy MH niezbędna jest wysoka czystość, która dotyczy wszystkiego - od jarzników, które musiały być wytworzone z bardzo wysokiej jakości kwarcu, przez katody oraz substancje chemiczne używane przy produkcji. Takich podzespołów obecnie nikt nam nie wytworzy, gdyż nie ma zakładów, nie ma w ogóle firm, które posiadałyby odpowiednią technologię.

Są sodówki, ale...
W Polsce są nadal produkowane lampy sodowe, które muszą kozrystać z jarznika ceramicznego. Mimo kilku podobieństw, technologia ta bardzo się różni od tej, która jest wykorzystywana do produkcji metalohalogenów. Decyduje tutaj sposób uszczelnienia jarznika. Technologia znana z jarzników sodowych, nadal produkowanych przez spółkę Natrium wydzieloną dawniej z COBR, nie może mieć zastosowania do lamp MH, które mają zupełnie inną atmosferę. Niezbędne jest uszczelnienie molibdenowe, jest to zupełnie inna technologia.

Czego zabrakło COBR by rozwinąć LRJ do światowego poziomu, do wytworzenia lamp ceramicznych
Najbardziej brakowało technologii, która umożliwiłaby utworzenie podzespołów w wymaganej czystości. NIektóre rozwiązania były objęte embargiem, zatem nie można było ich zakupić wcześniej. Gdy embargo przestało dotyczyć naszego kraju, zauważono brak chęci decydentów, powstała moda na tworzenie spółek i zabrakło podmiotu, który miałby na tyle silne przełożenie wśród władz, by gonić technologie Zachodu. Chociaż wiemy jak to zrobić, nie mamy w ogóle odpowiedniego sprzętu, nie ma parku maszynowego, brak technologii. Ludzie jeszcze są, mamy ogrom dokumentacji z COBR, ale to nie wystarczy...


Ciąg dalszy nastąpi!
Lubię dobre światło.
Avatar użytkownika
amisiek
Site Admin
 
Posty: 8729
Zdjęcia: 1887
Dołączył(a): 12 stycznia 2010, 23:01

Re: Historia polskich lamp LRJ

Postprzez KaszeL » 6 lipca 2011, 16:44

Nie wiem co powiedzieć. Czekam na ciąg dalszy :)
Uwaga zły, zły admin. W razie problemów szukaj pomocy u dobrego -> neon44
Avatar użytkownika
KaszeL
Site Admin
 
Posty: 8293
Zdjęcia: 534
Dołączył(a): 3 czerwca 2007, 14:57
Lokalizacja: Poznań

Re: Historia polskich lamp LRJ

Postprzez Marek140 » 6 lipca 2011, 17:38

KaszeL napisał(a): Czekam na ciąg dalszy :)

ja też :D
Lubię dobre brzmienie sprzętu sprzed lat.
Avatar użytkownika
Marek140
 
Posty: 1494
Zdjęcia: 508
Dołączył(a): 13 maja 2011, 15:08
Lokalizacja: Augustów

Re: Historia polskich lamp LRJ

Postprzez cieszyn » 6 lipca 2011, 21:47

Amiśku - moje wielkie gratulacje! :shock:

Piszesz: -
udało się nam dotrzeć
to znaczy nie byłeś sam? BYł ktoś z forum?


mamy ogrom dokumentacji z COBR,
- warto by to uratować, kiedyś będzie to cenne archiwum.
Może te papiery nie są jeszcze zagrożone, ale tak na wszelki wypadek już zasygnalizowałem ten temat

Podobnie teraz garstka zapaleńców ratuje (ale to inna bajka) sterty dokumentacji z zakładów URSUS

Jeśli masz kontakt z tym człowiekiem, to mam takie sugestie:
- namów go do uczestnictwa w naszym forum
- dopytaj, czy zna innych ludzi z branży, także z zakładów produkujących oprawy
- pytaj go ile się da (tylko tak z czuciem ;-)), może to być bezcenna okazja dowiedzieć się czegoś więcej o produkcji lamp w Polsce
Pzdr/
Staszek
Avatar użytkownika
cieszyn
 
Posty: 12624
Zdjęcia: 9
Dołączył(a): 25 lipca 2007, 15:38
Lokalizacja: Warszawa

Re: Historia polskich lamp LRJ

Postprzez amisiek » 6 lipca 2011, 23:09

cieszyn napisał(a):Amiśku - moje wielkie gratulacje! :shock:

Piszesz: -
udało się nam dotrzeć
to znaczy nie byłeś sam? BYł ktoś z forum?


Dzięki ;)
Tak, sprawę rozpoczął Whites pytając producenta lampy LRJP, potem z tym panem pokorespondowałem mailowo, a dzisiaj rozmawiałem z nim przez dość długi czas (thx play za rozsądne stawki połączeń ;) ). Wstępnie umówiłem się z nim na spotkanie i fotografie oraz spisanie tego, co może powiedzieć. Wiem sporo więcej, niż teraz mogę napisać, dlatego muszę na razie założyć sobie mały knebel. Potem się odkorkuje i napiszę o wiele więcej.

cieszyn napisał(a):Jeśli masz kontakt z tym człowiekiem, to mam takie sugestie: [..]

kontakt mam i sprawe pociągnę na pewno, ale pan ten jest dość zapracowany i w ogóle ma sporo na głowie. Wybacz, szczegóły nie mogą na razie pokazać się na forum, za co z góry przepraszam. Wątpię, czy będzie chciał uczestniczyć w Forum, ale zaproponuję mu to na pewno.
Lubię dobre światło.
Avatar użytkownika
amisiek
Site Admin
 
Posty: 8729
Zdjęcia: 1887
Dołączył(a): 12 stycznia 2010, 23:01

Re: Historia polskich lamp LRJ

Postprzez cieszyn » 7 lipca 2011, 00:04

No oczywiście!

Musimy szanować jego prawo doprywatności, niemniej wspomnij mu o tym forum

Szkoda kurde balans, że nie działa www.oprawy.info - to byłby pełen obraz
Pzdr/
Staszek
Avatar użytkownika
cieszyn
 
Posty: 12624
Zdjęcia: 9
Dołączył(a): 25 lipca 2007, 15:38
Lokalizacja: Warszawa

Re: Historia polskich lamp LRJ

Postprzez amisiek » 1 października 2011, 18:47

Jednym z problemów z LRJ były elektrody.
W czasie, gdy COBR działał w Róży Luksemburg, wszystkie elektrody miały jako emiter składnik dwutlenek toru. Był to bardzo dobry materiał, z niską pracą wyjścia, poza tym mało reagował z halogenkami. Gdy znaleźliśmy się tu (w nowej lokalizacji, przyp amisiek), nie mogliśmy już użyć dwutlenku toru, dlatego, że do jego stosowania niezbędne są specjalne pomieszczenia. Niezbędni są przeszkoleni ludzie badający stopień promieniowania, ponadto same urządzenia po wykorzystaniu muszą być składowane w mogilnikach, gdyż są skażone radioaktywnie. Tego nie można zrobić tutaj, zatem musieliśmy zrezygnować z wykorzystywania elektrod torowanych. Zaczęły się zatem problemy, bo zastępcze emitery, mieszanki do lamp rtęciowych, nie nadają się do lamp halogenkowych. Wynika to stąd, że ich składniki reagują z jodem, tworząc halogenki, które następnie znajdowały się w łuku i zmieniały barwę źródła światła.
W lampach o małej mocy można minimalizować ten problem za pomocą elektrod z wolframu z dodatkiem toru (wolfram torowany). W dawnych konstrukcjach pakowało się elementy metaliczne z toru by obniżać pracę wyjścia, ale ze względu na wymagania związane z radioaktywnością toru, w nowe lokalizacji nie można było zastosować tej metody. My stosowaliśmy elektrodę pomocniczą, ale to jest niekorzystne, bo wymusza szeroki spłaszcz. Duża powierzchnia za elektrodą, gdzie się kondensują halogenki. W takiej lampie, nawet jak ona zaświeci, nie można uzyskać dużej prężności par, gdyż szeroki spłaszcz sprawia, że halogenki skraplają się za elektrodą.
Wszystkie lampy rtęciowe posiadają jarznik spłaszczany z całej rurki, a w lampach halogenkowych spłaszcz powinien być wąski, czyli wykonany z rurki pośredniej, która zapewni wąski spłaszcz, a zatem podwyższenie prężności pary w jarzniku. Prężnośc par halogenków, które są dozowane w nadmiarze, zależy od najchłodniejszego miejsca jarznika lampy, a to miejsce jest najcześciej za elektrodą - stąd ten ocieplacz, lustro cyrkonowe. Tego się nie stosowało w rtęciówkach, bo nie było to potrzebne.


Po co taki duży getter w tej lampie?
Ta LRJD to była lampa próżniowa (czyli miała próżnię w zewnętrznej bańce, przyp amisiek), wyposażona w getter cyrkonowy, który ma wyłapywać wodór desorbowany z elementów metalowych. Wodór ten na zasadzie różnicy stężeń przenika do jarznika przez szkło kwarcowe. Tam przyczynia się do transportu wolframu, a także tworzy bardzo silnie elektroujemny jodowodór (HI), który utrudnia zapłon sprawiając, że łuk jest wąski.


Czy w nowych lampach jest próżnia w zewnętrznej bańce?
Unika się tego, gdyż próżnia w bańce zewnętrznej potrafi się zepsuć, jeśli taka lampa będzie naciągać, to przy niskich początkowych prężnościach tych gazów, układ zapłonowy będzie przebijał na zewnątrz jarznika. Wystarczy niewiele zanieczyszczeń, by utworzyć przebicie. Znacznie bezpieczniej jest dawać jarzniki małe, by mimo gazowanej bańki nie występowało przebicie.


Jakiej mocy LRJ produkowano? 250, 400, 1000?
Produkowano także 3,5 kW, ale do zastosowań specjalnych mamy także 4kW - to jest już źródło UV do kopioram.


Mam w domu HQI-T 250W, to dobra lampa jest, ładnie świeci
To stara lampa jest, produkowana od wielu lat, już dawno miała wysoki współczynnik Ra. W niej stosowane są halogenki ziem rzadkich, dysproz, holm, tul, może stosowane sa jodki i bromki, gdyż mają wyższe prężności par. W konkretnej temperaturze bańki lampy uzyskuje się wyższe prężności par. Są one jednak dość agresywne wobec szkła. Cała tajemnica polega na tym, by maksymalnie podnieść temperaturę i prężność par. Przy wyższych prężnościach jest wyższa sprawność i wyższe oddawanie barw. Do tego stopnia się to podwyższa, że mogą występować problemy z zapłonem. To się obecnie pokonuje za pomocą elektronicznych układów stabilizacyjno zapłonowych, gdzie proces przebiega szybciej dzięki wysokiej częstotliwości. Nie ma dzięki temu dejonizacji na ściankach.


Jak powstawała lampa?
Pierwsze prace robiłem z metalami ziem rzadkich. Męczyłem się nad tym, bo nikt nie wiedział jak to było zrobione na Zachodzie. Słyszeliśmy o lampach dysprozowych, ale zrobienie tradycyjnymi metodami rozpoznanymi przez nas było dość trudne. My stosowaliśmy i znaliśmy tal, sód oraz ind, stosując to prawie na skalę półprzemysłową. Próba pójścia tą samą drogą co na Zachodzie, z dysprozem, nie dawała efektów. My produkowaliśmy lampy dozując jodki do jarznika, a potem robiło się kilkukrotną sublimację halogenków "przepędzając" je palnikiem. To sprzyjało osuszaniu - zwykle sód, tal oraz ind się osuszały. Ale halogenki dysprozu są wrażliwe na śladowe ilości pary wodnej. Przy próbach podgrzewania nie uwalnia jej, ale tworzą się oksyjodki, wysokotopliwe, prawie ceramiczne związki, których nie można wprowadzić do kanału wyładowczego. To nawet nie paruje, a my o tym nie wiedzieliśmy. Kupowaliśmy jodek dysprozu, ale był on tak mokry, że nic nie wychodziło. W komorach które służyły do dozowania halogenków, uwadniały się te materiały, bo nikt nie wiedział o tym, że zawartość wodoru i pary wodnej w komorze miała być poniżej 2-3 ppm. Ja próbowałem dozować metale dokładając potem jodek rtęci, ale to było niedoskonałe, nie nadawało się do produkcji. Jodek rtęci jest bardzo drobniutkim pyłkiem, który się osadzał wszędzie, na rurce pompowej, nikt nie wiedział ile jodku weszło do jarznika. Gdy było go za mało, zostawały nieprzereagowane opiłki dysprozu, co po reakcji ze szkłem dawało brunatne plamy, ponadto samego dysprozu w jarzniku było za mało. Gdy występował nadmiar, lampa nie chciała w ogóle świecić. Jodek rtęci miał zbyt dużą prężność par i ma bardzo silne własności elektroujemne co nie pozwalało na zapłon lampy. Nadmiar jodu w lampie jest nadal problemem w niektórych konstrukcjach. Łuk się wygina, omiata górną ściankę, lampa potrafi gasnąć, jest niestabilna.


W USA były popularne lampy sodowo skandowe. Jak to wyglądało u nas?
U nas się nigdy nie robiło, bo trzeba mieć odpowiednią technologię produkcji tych halogenków. W USA producenci korzystali z osiągnięć firmy APL, która produkowała halogenki dla całego świata. Oni mieli gotowe mieszanki sodowo skandowe + jodek toru, nie było u nas warunków, by u nas stosować w ten sposób tor. Lampy sodowo skandowe bez dodatku toru świeciły dość żółto, miały kiepskie parametry widmowe (w najlepszym wypadku Ra>70) ale dobrą skuteczność świetlną. W LRJD był dysproz, ind, tal, oraz jodek sodu, który zwiększał prężność par dysprozu. Jak talu było za dużo, lampa była zielona. Dysproz daje zimne światło, daje dużo w 420nm, ale daje sporo promieniowania w zakresie UV-A, więc trzeba było uważać.


Po co element doprowadzający prąd do jarznika, znajdujący się blisko niego, jest pokryty szkłem
Jest to niezbędne, by minimalizować efekt fotoelektryczny. Promieniowanie ultrafioletowe ma dużą energię i wybija fotoelektrony z części metalowych, te elektrony osiadają na zewnętrznych ściankach jarznika i powodują wysysanie jonów - występuje ucieczka sodu, nawet tal potrafi zjawiać się po stronie zewnętrznej. Szkło kwarcowe po pewnym czasie też się zużywa i pojawia się rekrystalizacja - wtedy jony łatwiej przenikają przez jarznik.


Czego zabrakło do upowszechnienia się LRJ? Przecież gdyby się upowszechniły, mielibyśmy o wiele mniej sody na ulicy.
Inwestycji przede wszystkim. Inwestycji w sprzęt do produkcji. Lampy te były zdecydowanie bardziej wymagające. Historycznie produkowano masowo lampy rtęciowe, za pomocą rozpoznanej technologii, kupionej od Philipsa. Później próbowano tę samą technologię, te same linie, zastosować do produkcji lamp halogenkowych. Ludzie byli zniesmaczeni, bo lampa rtęciowa nie ma dużych wymagań, rtęć można dozować w powietrzu. Tutaj trzeba chronić składniki przed parą wodną. W pierwszych lampach pastylki też dozowano w powietrzu, co powodowało problemy z zapłonem i mnóstwo innych kłopotów. Te lampy nie pasowały tym ludziom, którzy masowo produkowali rtęciówki. Gdyby powstał nowy zakład, nawet z takim samym oprzyrządowaniem, tyle, że nowym i byliby nowi ludzie, prawdopodobnie nie byłoby takich problemów. Starzy ludzie byli zdziwieni tymi wymaganiami, był duży odpad, gdyż lampy te były jeszcze niedoskonałe. Być może przedwcześnie próbowano wdrożyć te konstrukcje do seryjnej produkcji. Powstał także problem materiałów, gdyż występowało embargo, ponadto nie mogliśmy kupić niektórych materiałów - nam na to nie pozwalano, gdyż niektóre z tych materiałów były oznaczane jako strategiczne. Myśmy byli skazani na to, co mogliśmy zrobić sami, albo to, co udało się wyciągnąć od ZSRR. Myśmy wtedy za mało wiedzieli, teraz już można taką lampę zrobić nawet przy prostym oprzyrządowaniu, mamy gotowe halogenki, które się łatwo dozuje, tego nie trzeba ważyć.
Lubię dobre światło.
Avatar użytkownika
amisiek
Site Admin
 
Posty: 8729
Zdjęcia: 1887
Dołączył(a): 12 stycznia 2010, 23:01

Re: Historia polskich lamp LRJ

Postprzez Whites86 » 1 października 2011, 18:58

to teraz wiadomo dlaczego tak trudno bylo i jest o LRJty :roll:
I spojrzał Pan na to wszystko i poszedł w.... gdzieś tam
Avatar użytkownika
Whites86
 
Posty: 19190
Zdjęcia: 5404
Dołączył(a): 12 marca 2008, 23:18

Re: Historia polskich lamp LRJ

Postprzez amisiek » 1 października 2011, 20:15

No niestety. O ile LRJ jeszcze się da kupić, bo ich było więcej i stosowano tam prostsze halogenki, o tyle LRJD było na tyle kłopotliwe, że sprzedawano ich naprawdę mało - stąd także ta wysoka cena. A pomyśleć, że tak niewiele zabrakło, by na ulicach zamiast sody były popularne, polskie lampy metalohalogenkowe. W sumie szkoda, że nie opracowano lampy sodowo skandowej, nawet kosztem niższej jakości światła. To świeci i tak lepiej niż rtęć a jest o wiele prostsze w aplikacji - skoro zachodnie firmy korzystały z jarzników rtęciowych do MH to my też mogliśmy, problem dotyczył "jedynie" pozyskania jodków i bromków metali o odpowiedniej czystości.

Czy można użyć jarznika rtęciowego do lampy halogenkowej
Teoretycznie można zrealizować lampę halogenkową przy pomocy jarznika rtęciowego. Problem polega jednak na tym, że rtęć ma znacznie mniejsze wymagania odnośnie do czystości materiałów, z których zrobione są elementy jarznika. Jednym z problemów jest czystość samej rurki kwarcowej, z której robiony jest jarznik. Lampy rtęciowe akceptują do około 10 ppm jonów wodorotlenkowych (powiedzmy w uproszczeniu – pary wodnej), podczas gdy jarznik lampy halogenkowej musi mieć czystość rzędu 1ppm. Oznacza to, że jarzniki rtęciowe teoretycznie mogą być używane do produkcji lamp halogenkowych, ale muszą spełniać ostre wymagania jakościowe. Jeśli tego nie spełniają, będą mętnieć, przyczynią się do transportu wolframu z elektrod na ścianki jarznika. Nota bene ten sam mechanizm jest odpowiedzialny za ciemnienie bańki lamp rtęciowych. Dotyczy to także samej konstrukcji jarznika, gdyż lampy rtęciowe są produkowane z elektrodą pomocniczą, która wymaga grubego spłaszcza. Tymczasem spłaszcz powinien być możliwie cienki i mały, by nie odprowadzać ciepła z wnętrza jarznika i nie tworzyć miejsc, w których mogłyby się skraplać pary metali ziem rzadkich.

Czyli rurka kwarcowa jest problemem?

Problem dotyczy nie tylko samej rurki, ale także atmosfery, w której odbywa się napełnianie jarznika. Jeśli w gazie, który otacza jarznik podczas dawkowania kulek związków halogenkowych będzie dużo pary wodnej – powiedzmy więcej niż 1ppm – to para ta osadzi się w jarzniku i spowoduje utworzenie związków kompleksowych, które wiążą halogenki metali ziem rzadkich. Skutek będzie taki, że lampa albo nie będzie miała poprawnej barwy, albo nawet nie odpali w ogóle.
Oznacza to, że jarznik z elektrodami musi być dobrze oczyszczony, proces dawkowania i napełniania jarznika musi odbywać się w kontrolowanej atmosferze. Dla porównania lampa rtęciowa ma tak dużą tolerancję, że dawkowanie rtęci w Polamie odbywało się w powietrzu. Po przepłukaniu jarznika i napełnieniu gazem, rurkę pompową się zatapiało. Gotowy jarznik wędrował do montażu na drutach wsporczych, a następnie był zatapiany w bańce. Rurkę wraz ze spłaszczem robiono osobno, wtapiano ją do bańki, a następnie przez wystającą rurkę pompową odpompowywano powietrze i napełniano gazem obojętnym.

Dlaczego stosowano gaz obojętny a nie tylko próżnię?
Problem dotyczy możliwości przebicia poza jarznikiem, między drutami. Próżnia to dobry izolator, ale jeśli zostanie pogorszona, z jakiś powodów, na przykład występującej drobnej nieszczelności, o wiele prościej o wyładowanie. Tymczasem gaz obojętny jest bardziej tolerancyjny i trwalszy.

Po co jest getter w zewnętrznej bańce?
W przypadku nieszczelności lub wydobywania się gazów z materiałów elektrod itp, getter będzie je przechwytywał. Problemem jest np wodór z pary wodnej i tlen z powietrza. Azot nie przeszkadza, jest gazem obojętnym.


Lampy LRJD były dość "kapryśne" a jakość można sprawdzić dopiero po zatopieniu jarznika. Co z nieudanymi egzemplarzami?

Jak wiadomo LRJD przy dostępnej wtedy technologii produkcji była dość kapryśna, zatem pewna część lampek miała za niskie napięcie pracy. Szkoda utylizować już gotowe lampki, zatem robiono inaczej - nieudane lampy LRJD które nadawały się do tych celów, stosowano na osprzęcie sodowym (czyli lampa była dość konkretnie przeciążona) właśnie do doświetlania roślin. Ponieważ zadaniem takich lamp było przedłużenie cyklu dziennego roślinki, niższa trwałość raczej problemem nie była. A lampka już była dostępna, zrobiona, tylko odpalić.


Tematem następnej rozmowy będą próby z lampami o ceramicznym jarzniku (z tlenku glinu), takie próby też robiono w Polsce, ale nie udało się opracować produkcji na masową skalę ze względu na problemy z uszczelnieniami. Tej technologii po prostu nie mieliśmy.
Lubię dobre światło.
Avatar użytkownika
amisiek
Site Admin
 
Posty: 8729
Zdjęcia: 1887
Dołączył(a): 12 stycznia 2010, 23:01

Re: Historia polskich lamp LRJ

Postprzez amisiek » 20 grudnia 2011, 22:57

Jak to jest z ceramiką?
Lampy ceramiczne są wykonywane nieco inaczej niż kwarcowe. O ile kwarc charakteryzuje się pewną rozszerzalnością, ceramiczny jarznik się nie rozszerza prawie w ogóle. Ponadto nie da się wykonać w ten sposób tradycyjnego spłaszcza. Jarznik ceramiczny składa się z dwóch połówek, które następnie się spawa, przy czym ten etap jest akurat najprostszy. Najpoważniejszym problemem jest uszczelnienie - tu jest mnóstwo tajemnicy konstrukcyjnej, patentów itp. Musi być wykonane tak, by wytrzymać olbrzymie ciśnienie w środku jarznika, a jednocześnie być odporne na temperaturę i jakoś przewodzić prąd elektryczny. Zatem albo coś dookoła drucika albo coś, co drutem nie jest, a przewodzi prąd.
Poniżej - uszczelnienie lampy CDM-T firmy Philips.

Obrazek
Obrazek

Próbowano w tym celu przewodzącej ceramiki, ale temat umarł, prawdopodobnie ze względów technologicznych. Z kolei obecnie niemal wszystkie lampy mają uszczelnienie molibdenowe, w którym na drut wolframowy nawija się zwitkę drutu molibdenowego, który umożliwia przesuwanie się drutu wolframowego w miarę jego wydłużania się przy nagrzewaniu. Aby zmniejszyć gradient temperatury, końcówki jarznika są wydłużone.

Obrazek

Czy gdybyśmy dostali gotowe połówki jarznika, taką lampę można wykonać w Polsce?
Tak, jeśli kupimy także gotowe granulki halogenków metali ziem rzadkich. Pozostałe czynności są w zasięgu technologii, którą można łatwo kupić. Zatopienie gotowego jarznika w zewnętrznej bańce jest proste i każdy zakład produkujący żarówki da radę wykonać tę pracę albo na istniejącym osprzęcie albo po drobnym dostosowaniu sprzętu. W praktyce tak to robi np. Natrium, gdyż otrzymują oni gotowe jarzniki firmy BLV. Ponadto niektóre chińskie firmy również zatapiają gotowe jarzniki od innego dostawcy, także z ChRL.

Wniosek - gdyby ktoś dostarczył jarznik, mielibyśmy takie lampki jak te:
Obrazek

Lampa z jarznikiem ceramicznym ma lepsze parametry, bo?
Bo charakteryzuje się bardzo wysokim ciśnieniem w środku podczas pracy w stanie ustalonym. Ciśnienie i temperatura, czyli w sumie obciążenie jarznika, jest tak duże, że występuje zarówno emisja, jak i pochłanianie widma. W wyniku tego w widmie lampy ceramicznej występują drobne luki. W lampie kwarcowej pracującej pod znacznie niższym ciśnieniem, w tym samym miejscu są prążki. Z drugiej strony samo widmo staje się prawie ciągłe, dzięki czemu zbliża się do ideału.

Oto przykład
Obrazek
Lubię dobre światło.
Avatar użytkownika
amisiek
Site Admin
 
Posty: 8729
Zdjęcia: 1887
Dołączył(a): 12 stycznia 2010, 23:01

Następna strona

Powrót do Lampy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość