Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 00:04
przez oskard
P.S. Kaszel, powiem Ci szczerze, że ja, gdyby nie moja rodzina, i to że nie do mnie należy lokal, w którym mieszkam, to bym se "zameldował" na czas rozdania te oprawy u siebie. Zresztą, mój pokój i moja osoba, (ale raczej to pierwsze

) nie są często czyściejsze od nich

... więc obrzydzenia bym nie miał

Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 00:10
przez Whites86
Panowie uspokujcie sie

niema sensu robic jakiejs zadymy o te stare łychy fakt jest taki ze nadaje sie to na zlom

mimo ze jest to klasyk to nieoznacza ze po demontazu nalezy sie z tym obchodzic jak z jajkiem , wiadomo jaką to ma wartosc , taki los spotyka codziennie iles opraw to jest normalne
Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 00:27
przez oskard
Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 06:57
przez Jasin
Dewastowanie, nie dewastowanie, z bezużytecznym złomem nie trzeba się obchodzić jak z nowiutkimi oprawami. Rozumiem naszą wspólną pasję, ale ubóstwianie tych opraw, płakanie po nich jest troszeczkę dziwne.
Ale fakt faktem, niektóre z nich były do odratowania

No ale cóż, modernizacja to modernizacja.
Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 10:10
przez KaszeL
Eh, ktoś tu chyba pomylił pasję oświetleniową z fanatyzmem...
Panowie i Panie, na wideo zobaczyliście jeden z wielu dni pracy ludzi zajmującymi się zawodowo oświetleniem. Tłumaczono (co jak widać nie dociera do wszystkich), że praca była wykonana w sposób, jaki życzył sobie tego zleceniodawca. Czy na prawdę tak trudno jest Wam zrozumieć, że jeśli ktoś wykonuje płatne zlecenie, to musi je wykonać zgodnie z życzeniami zleceniodawcy? No na prawdę czasami mi ręce opadają jak czytam wasze wypowiedzi. Nikt w imię pasji nie będzie ręcznie targał kilkunastu opraw w stanie agonalnym z któregoś-tam nastego piętra na ziemię. Każda z nich jest duża, ciężka i brudna. Pomysł ze spuszczaniem na lince odpada w przedbiegach. Po pierwsze trzeba mieć odpowiedni osprzęt czyli windę i odpowiednio długą i wytrzymałą linę, a potem zgodę właściciela budynku. Tej ostatniej zabrakło w przedbiegach. Chyba słyszeliście, że problem stanowiła świeżo odnowiona elewacja budynku? Co jeśli wiatr dmuchnie, łycha przywali w ścianę i zrobi drobną dziurę? Kto miałby za to odpowiedzieć? Kto zapłacić za naprawę szkód? Kto z Was zagwarantował by, że coś takiego nie będzie miało miejsca?
Ilu z Was tak ochoczo protestujących widziało taką łychę na żywo? Wierzcie mi, że na zdjęciu, wysoko na słupie wygląda to zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Najpierw nastaje chwila konsternacji -> o kurde, jakie to jest duże i ciężkie. Potem jeszcze pada jeszcze jedno stwierdzenie o k...de jakie to jest osyfione. Gdy emocje opadną (mam łychę!) to do głosu dochodzi zdrowy rozsądek. Padają kolejne pytanie: Co ja z tym zrobię, jak ja to zabiorę do domu, jak wytłumaczę rodzicom że chcę w pokoju trzymać ponad 10 kilo brudnego złomu, gdzie ja to będę trzymał - ani w szafie, ani na półce na szafie się nie zmieści. Na podłodze będzie tylko przeszkadzać...
Połowa z tutaj wypowiadających chętnie przyjmie taką łychę, ale pewnie tylko wtedy gdy paczką przyjdzie do domu. Nikt z Was nie zastanawia się, ile roboty trzeba w to włożyć. Po pierwsze trzeba włożyć czas (czyli w zasadzie pieniądze) aby je w bezpieczny sposób przetransportować na ziemie. Po raz kolejny pytam kto miałby to zrobić? Potem trzeba je jakość przewieść i gdzieś magazynować. Ktoś jest chętny aby zrobić to gratis? Jak już jest na miejscu, to trzeba się prosić żeby ktoś przyszedł i odebrał - tak, prosić się, wiem co mówię. Nie raz już oferowałem jakieś klamoty tym, którzy chcieli po nie przyjść i odebrać osobiście. Chętnych było bardzo mało. Bo za daleko, bo może lepiej pocztą, bo się nie chce ruszyć dupy. Jak coś trzeba samemu odebrać i przetransportować, to liczba chętnych spada dramatycznie. Wszyscy chcą pocztą. Oczywiście oferują zwrot kosztów transportu. Świetnie, czy ktoś z Was się zastanowił że taki sprzęt trzeba zapakować, a następnie zawieść na pocztę i nadać? Pal sześć, jak to jest dławik do świetlówki, bo z tym nie ma problemu. Gorzej, jak to jest wielka oprawa. To również kosztuje czas (czyli w zasadzie pieniądze). A może ktoś chce to zrobić charytatywnie?
Żeby nie było, że jestem taki materialista i tylko o pieniądzach mówię. Pamiętajcie, że mówimy o osobach które w ten sposób zarabiają na chleb. Jeśli sam osobiście miałbym wybierać między znoszeniem, transportowaniem, pakowaniem a następnie wysyłaniem opraw w imię ratowania klasyków a zarobieniem kolejnej kasy na nakarmienie swoich dzieci, to przykro mi, ale wybór jest bardzo klarowny i prosty. Ostatecznie jak się wszystko podsumuje, to chęci brakuje najbardziej wytrwałym. Tylko proszę, pomyślcie następnym razem trochę bardziej globalnie, a nie tylko za siebie.
Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 12:16
przez max
No cóż zobacz temat o orz7 Doca to zobaczysz do jakiego stanu można taki kawałek usyfionego śmierdzącego metalu doprowadzić.
No ok jeśli już to było osprzęt uratować.
Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 14:59
przez KaszeL
Zawsze można, ale jakim kosztem i w imię czego? Ile doc włożył godzin pracy w tą odnowę?
Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 15:49
przez Utilizer
KaszeL napisał(a):Zawsze można, ale jakim kosztem i w imię czego? Ile doc włożył godzin pracy w tą odnowę?
Bo zrobił to z pasji. Spróbował po prostu ze złomu zrobić przyzwoitą oprawę. miał czas to to zrobił każdy ma jakieś zainteresowanie
Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 16:12
przez KaszeL
No i chwała mu za to. Ja ten czas wolałbym poświęcić na coś innego.
Re: Latające oprawy;]

Napisane:
16 listopada 2009, 17:08
przez swietlik
A ja dzięki tej akcji nauczyłem się demontować łychę przy pomocy przecinaka i trzech uderzeń młotkiem w odpowiednie miejsce

bo niby czego mam żałować
Natomiast gdyby te oprawy wyglądały tak:

To obchodził bym się jak z jajkiem i na pewno trafiłyby do forumowiczów
